4. Jan i Szczepan Kowarowie, łącznicy z zielonej granicy
Jan Kowara, syn Stanisława i Teofili Misztal, urodzony 23 października 1915 r., Szczepan Marian Kowara urodził się 24 grudnia 1927 r. obaj w Mąkoszynie, jeszcze młodsi byli pozostali bracia Władysław i Józef oraz siostra Elżbieta. Jan pomagał ojcu na gospodarstwie. Szczepan był uczniem SP w Srocku, a po lekcjach pomaga w gospodarstwie i na roli. Kiedy 1937 r. Jan zostaje powołany do wojska, na Szczepana spada większość obowiązków pomocy ojcu; ma wtedy 10 lat. 2 października 1938 roku Jan ze swoją jednostką wojskową wchodzi do Zaolzia.
Organizacja łączności przez kordon graniczny.
W październiku 1939 r. Niemcy przyłączyli do Rzeszy część zachodnią i południową powiatu piotrkowskiego, obszar obejmował 30 km sztucznej granicy. Utworzenie granicy między tzw. Generalną Gubernią a Rzeszą skomplikowało łączność pomiędzy Warszawą, Łodzią i Piotrkowem Tryb. Granica była silnie strzeżona przez posterunki straży granicznej (Grenzschutz), a przemieszczanie się zostało skutecznie utrudnione.
Już w grudniu 1939 r. komenda główna Związku Walki Zbrojnej przygotowała trasy z terenu powiatu piotrkowskiego do Łodzi. Organizacją tras łączności zajmował się Jan Zaręba z Dziwli i Wojciech Ostrowski z Sysek. To oni wyznaczyli trasy a najbardziej uczęszczaną była trasa Piotrków – Rękoraj – Mąkoszyn – Tuszyn – Łódź. Ostrowski w Piotrkowie Tryb. wynajął mieszkanie i tam łącznicy z Warszawy, przywozili pocztę, osoby i inne materiały.
Jednymi z pierwszych łączników, zaprzysiężonych przez Ostrowskiego, byli Jan Kowara i Franciszek Reczyk, kowal z Rękoraju. Jan Kowara odbierał przesyłki od Reczyka, a później czynił to 15-letni Szczepan. Obaj przekazywali je Franciszkowi Trzcińskiemu; później Szczepan dostarczał przesyłki do Tuszyna i bezpośrednio do Łodzi. Natomiast przesyłki z Rzeszy do Piotrkowa dostarczał Jan Kowara. Ta trasa była najczęściej wykorzystywana. Ostrowski w styczniu 1942 r. zaproponował Szczepanowi Kowarze przyjęcie obowiązków łącznika konspiracyjnego. Poręczył za niego brat Jan. Szczepan w czasie zaprzysiężenia powiedział: „ Trudnego podejmuję się zadania. Nie wiem, czy podołam”. Dom Kowarów w Mąkoszynie był położony w pobliżu granicy, silnie strzeżonej przez wroga. drewniany wokół niego rosły duże brzozy i zaraz blisko zaczynał się las. 100 metrów od domu przebiegała granica, pilnie strzeżona przez Niemców, z zamaskowanymi bunkrami, które znajdowały się w pobliżu wsi. Chłopak jest szczupły, wesoły, nieco zawadiacki. W kieszeni nosi mały scyzoryk i tam, gdzie tylko może zostawia swoje inicjały SK. Jednak z otrzymanych zadań wywiązywał się nienagannie, przeprowadzał ludzi, przenosił pocztę w opieczętowanych kopertach. Jest wiejskim chłopcem i dobrze znał okolicę. Natomiast Łódź była dla niego początkowo obszarem słabo rozpoznanym; jednak wkrótce potrafił już odnaleźć się w gęstej zabudowie miasta. Granicę przekraczał zawsze w dzień, noc była trudniejsza. Niewidoczny w ciemnościach wróg mógł ukryć się i nagle pojawić w niespodziewanym miejscu. Zimą strażnicy nosili białe peleryny i trudno było ich odróżnić od tła. Pocztę zawsze trzymał w ręku, by w razie niebezpieczeństwa mógł ją bezpiecznie odrzucić. Chodził zawsze pewnie, krokiem opanowanym. Po 2 latach pracy Niemcy wpadli na jego trop, zastawiając na niego pułapkę w Łodzi, kilku agentów zaczęło śledzić go na ulicy. Jednak młody Kowara potrafił zwieść prześladowców, nie dał się złapać. Nie wpadł w panikę chodził wolno, dyskretnie się rozglądając, gdy wszedł do tramwaju a oni za nim, zorientował się, że jest śledzony. Zachował spokój, następnie wybiera bramę z której są dwa wyjścia na ulicę, zna w płocie przejście, które umożliwia mu zniknięcie na drugiej ulicy, gubi prześladowców i znika w tłumie przechodniów. Wiosną 1944 r. wraca z Łodzi, jest zmęczony a gdy mija go wóz konny prosi woźnicę o podwózkę. Ten zgadza się szybko, jadą razem. Woźnica z zaciekawieniem wypytuje go o wszystko, Szczepan opowiada o sobie. To był na pewno poważny błąd młodego człowieka.
W 1944 r przychodzą trzy grypsy z Łodzi, zostaje ujawniony jeden z punktów, do których Szczepan dostarczał wiadomości. Chłopak nie rezygnuje, pracuje dalej mimo grożącego niebezpieczeństwa. Dowództwo się zgadza, bo jest niezastąpiony. W lipcu 1944 r Niemcy o godz. 22.00 obstawiają zabudowania Jana Kowary w Mąkoszynie i poszukują Jana i Szczepana, orientują się jednak, że nie są w tym miejscu co być powinni, to inne gospodarstwo o tym samym nazwisku Kowary. Niemcy wracają do konfidenta w Srocku i tam otrzymują dokładną informację. Gestapowcy obstawili zabudowania Stanisława Kowary ojca braci. W domu jest ojciec Stanisław, matka Teofila, siostra Elżbieta i dwóch młodszych braci Władysław i Józef (2-letni). Jana nie ma w domu, a Szczepana śpi w stodole. Nie mogą uwierzyć, że poszukiwany to ten drobny chłopiec, taki młodzik. Jeden z Niemców próbuje uratować Szczepana, zasłania go gdy biją ojca, by im pokazał prawdziwego syna i mówi żeby uciekał. Szczepan chce uciekać, ale ojciec bojąc się o pozostałych, że ich rozstrzelają powstrzymuje go. Zabierają ojca, matkę i siostrę oraz Szczepana na wóz który podstawia sołtys z Grabicy i przewożą do tymczasowego aresztu w Grabicy. Cała rodzina Kowarów została zamknięta w policyjnym więzieniu w Grabicy, skąd zostali przewiezieni do Tuszyna, a następnie do Łodzi-Radogoszczy. Młodsza córka Stanisława jeszcze kilka razy przynosi paczki ojcu na Radogoszcz. Szczepan takiej możliwości nie ma. W czasie okrutnych przesłuchań Szczepan nikogo nie wydał. Ojciec z synem Szczepanem zostali przewiezieni do Matthausen, kobiety do Rawensbruck. Tam kobietami zaopiekowała się siostra Leokadia Markowska zd. Kowara, której Niemcy rozstrzelali męża a ją samą wywieźli do obozu. Pracowała w obozowej kuchni i to pozwoliło im przeżyć.
Stanisław i Szczepan przybyli do obozu koncentracyjnego KL Mauthausen w dniu 25 października 1944 r.
Stanisław został więźniem podobozu KL Gusen o numerze 108890 i zmarł 28 listopada 1944 r. Szczepan został więźniem podobozu KL Gusen o numerze 108889, tam też został zamordowany 28 stycznia 1945. Jan zaś zaciągnął się do partyzanckiego oddziału i przyjął pseudonim „Żbik”, przeżył wojnę. Sołtys Stanisław Włodarczyk Mąkoszyna na polecenie Niemców przekazał dom i ziemię (24 morgi) Półrolnikowi z Woli Kamockiej. Obaj chłopcy zostali w domu i opiekowała się nimi starsza siostra. Siostry wróciły do domu, matka dopiero po roku, była w Szwecji. Teofila miała żal do syna Jana, że wciągnął wszystkich do partyzantki i do końca swoich dni nie mogła mu wybaczyć. Jan wyprowadził się z rodzinnej posiadłości do Wodzina i tam wynajął a później kupił gospodarstwo i zamieszkał wraz ze swoją rodziną.