Pierwsze rozstrzelanie 2 lipca 1940
Często spotykamy się z informacją najczęściej w mediach, ale i od ludzi trzymających władzę „Po co rozszarpywać stare rany”, „Czy komuś jest to potrzebne”, „ Mamy dobre stosunki z sąsiadami”. Niestety, jest małe ale – Co się stanie, jak do władzy dojdą nieodpowiedni przywódcy. Przecież historia uczy nas, że tak już było, czego przykładem może być rok 1920 i 1939. Dyktatorzy mają to do siebie, że jak im się czegoś odmawia, to uważają za potwarz dla narodu, którego reprezentują. Wmówią całemu narodowi, że sąsiad to wróg. Tak było w czasach II wojny światowej.
Niemcy przed wkroczeniem do Polski mieli w naszym kraju swoją V kolumnę, która przygotowała odpowiednie listy ludzi, tych niezłomnych, nie pozwalających się zastraszyć, ale też wykształconych, wojskowych lub zajmujących stanowiska społeczne. I właśnie z jednej takich list mamy do czynienia w pierwszym rozstrzelaniu. Ci ludzie nie byli ofiarą ślepego odwetu lub terroru, lecz głęboko przemyślanej i precyzyjnie przeprowadzonej akcji wyniszczenia przywódców politycznych narodu polskiego oraz członków ich rodzin. Akcję tą Niemcy nazwali AB. Już w kwietniu 1940 roku zaczęły się pierwsze aresztowania według list wcześniej przygotowanych.
Za aresztowaniami stali funkcjonariusze Grupy Zadaniowej „Opoczno” (z niemieckiego Einsatzkommando), wywodzący się ze sformowanej we Wrocławiu (z niem. Breslau) Einsatzgrupen III, dowodzonej /od 25.09.1939/ przez podpułkownika-SS, (z niem. SS-Obersturmbannfuhrera) dr. Hansa Fischera. EG III była złożona z dwóch jednostek, dowódcą w naszym regionie EK 2/III kapitan (z niem. SS-Hauptsturmfuhrer” Fritz Liphardt (wydany po wojnie przez Amerykanów do Polski, popełnił samobójstwo w swojej celi w Szczecinie w 1947 r.).
Niezwykła skuteczność w działaniach takiej formacji jak Einsatzkommando brała się stąd, że w skład grupy wchodzili ludzie z danego terenu, utożsamiający się z narodem niemieckim lub czujący nienawiść rasową, narodową, religijną albo polityczną do swoich sąsiadów. Niemcy okazali się mistrzami w podsycaniu takiej nienawiści. Doskonale zorientowani w lokalnych animozjach, z łatwością podburzali przeciwko sobie Polaków i Volksdeutschów, katolików i ewangelików, socjalistów i narodowców. Niemieckie organy bezpieczeństwa z wielką łatwością i tanim kosztem pozyskiwały licznych konfidentów. Paul Fuchs, pod jego rozkazami było 150 agentów, kartoteka 40 tys. ludzi (mi. Stefan Falkowski, Alfred Manowski
Po aresztowaniach ludzi w powiatach: Końskim, Opoczyńskim, Tomaszowskim, po pierwszych śledztwach, zostali przywiezieni do więzienia w Piotrkowie do piwnic willi Wandy, siedziby Gestapo.
Antoni Kasprzyk, ur. 4 sierpnia 1917 w Kochanowie, pow. Końskie, bez zawodu, kawaler. W lutym 1940 r. w Gałkach dołączył do żołnierzy majora Hubala. Ranny w walce pod Huciskiem, trafił na leczenie do Tomaszowa Mazowieckiego. Po rehabilitacji pracował przy pozyskiwaniu żużla na hałdach w Kochanowie. Aresztowany w czerwcu 1940 r. i brutalnie skatowany, został odtransportowany do Opoczna. Tam Kreishauptmann Heinz Albrecht pokazał Antoniego matce. Na widok zmasakrowanego syna skonała. Gdy zakończyło się śledztwo (dla niektórych trwało bardzo krótko), zostali zapakowani na ciężarówki i przewiezieni do lasu. W międzyczasie zostały przygotowane plakaty ogłoszeniowe z wypisanymi nazwiskami, oczywiście już po egzekucji. Te plakaty miały zastraszyć ludność Polską, że jak nie podporządkuje się władzy to tak samo skończy.
Z więzienia 42 osoby zostało przywiezionych do lasu moszczenickiego, mieli ręce związane drutem stalowym i zostali rozstrzelani we wtorek dn. 2 lipca 1940 r.
29 kwietnia 1945 r nastąpiła ekshumacja ze zbiorowej mogiły. W grobie z 1940 r. zostało 25 ciał nierozpoznanych, były to osoby z Końskich, Przysuchy, Opoczna. Tutaj można sobie zadać pytanie: Dlaczego? Przyczyn było wiele:
1. Nikt ich nie rozpoznał.
2. Trudny teren i fatalne warunki pogodowe.
3. Glina, rozmokły teren.
4. Brak trumien.
Jeszcze w roku 2020 odwiedzając grób w moszczenickim lesie nie przypuszczałem co kryje się pod ziemią.
Tak jak prawie wszystkie takie miejsca, gdzie Niemcy tworzyli system rozstrzeliwania Polaków, po roku 1945 został zidentyfikowany dzięki pomocy leśniczego Błaszczyka i nastąpiła ekshumacja ciał. Będąc w tym miejscu wiele razy, nigdy nie zadałem sobie pytania: Czy tu spoczywają pomordowani Polacy?. Dla mnie takie pytanie było tak absurdalne, a moja świadomość nie dopuszczała zadawania sobie takiego niemądrego pytania. Choć na samym grobie znajdują się tabliczki „Tu spoczywa…..”, byłem przekonany, że to forma retoryczna. A jednak myliłem się bardzo. Pierwsze światło zgasło w Archiwum Piotrkowskim po przejrzeniu zasobów Rejestru Zbrodni Hitlerowskiej na terenie Moszczenicy. Pojawiły się pierwsze nazwiska. Kwietniowa ekshumacja 1945 r. w której wydobyto 67 osoby i nie wszystkie trafiły na godne miejsce, ciała 25 pomordowanych nierozpoznanych ponownie znalazły się w tym samym dole. Moje informacje zostały potwierdzone przez IPN w Łodzi pismem z dnia 13.05.2021 r. w którym cytuje: „W związku z tym zasadne jest przeprowadzenie prac ekshumacyjnych ….”. Nie było to dla mnie jednoznaczne stwierdzenie, czy takie prace będą prowadzone i od kiedy.
Wystosowałem apel do Pana Tobiasza Adama Bocheńskiego Wojewody Łódzkiego, 15 grudnia 2021 r. i Pan Bocheński wydał polecenie służbowe w sprawie ekshumacji z dn. 16 lutego 2022 r. Jeszcze cała sprawa trafiła do IPN w Warszawie, tam utknęła na rok, ale procedury ruszyły i nic już sprawy nie mogło zatrzymać. Decyzja została wydana 12 stycznia 2023 r. Ekshumacja odbyła się 30 maja 2023 r., pogrzeb 27 października 2023 r.
Drugie rozstrzelanie 20 maja 1941
Na terenach gmin: Moszczenica, Czarnocin, Wolbórz działała szajka, która rabowała miejscowych Polaków. Niemcy nie bardzo przejmowali się tym. Dnia 22 kwietnia 1941 r. u rolnika Józefa Staniaszka doszło do rabunku i zabójstwa syna Piotra. Sprawców było 3, włamali się ok. godziny 23.30 na posesję rolnika, zrabowali mu różne przedmioty oraz gotówkę. Następnie zażądali od Piotra Staniaszka, oddania pieniędzy z mleczarni, w której był zatrudniony jako księgowy. Ponieważ Staniaszek nie miał pieniędzy pod swoją opieką, lecz były one w posiadaniu kasjera, zaproponował, że zaprowadzi ich do kasjera. Miał nadzieję, że po drodze zmyli bandę i zaalarmuje mieszkańców wioski. Nie zaprowadził ich do kasjera, jak obiecał, ale do posiadłości swojego wuja, który był sołtysem. W posiadłości wuja udało mu się zatrzasnąć drzwi wejściowe, zanim przybyli bandyci. Oparł się o drzwi od wewnątrz, aby uniemożliwić wejście stojącym na zewnątrz i głośno krzyknął „bandyci”. Jednak zanim ktokolwiek zdążył mu pomóc, stojący na zewnątrz oddali strzał przez drzwi, trafiając Piotra Staniaszka w klatkę piersiową zabijając go natychmiast. Następnie napastnicy wdarli się do budynku sołtysa i zrabowali mu 600 złotych w gotówce. Sołtys uciekł z budynku w momencie alarmu. Napastnicy oddalili się bez przeszkód. Dzięki dochodzeniom przeprowadzonym przez piotrkowski wydział kryminalny Kripo we współpracy z posterunkami policji, udało się zidentyfikować szajkę na podstawie dostarczonych rysopisów.
Byli to: Antoni Sterczewski, Józef Caban, Feliks Pielesiek. Nie udało się od razu zatrzymać sprawców, dlatego, że Kripo nie wydała żadnej odpowiedniej decyzji.
17 maja 1941 r., (sobota) około godziny 22.00 ci sami trzej sprawcy, dokonują napadu i zabójstwa niemieckiego burmistrza gminy Bogusławice, sołtysa z Białkowic, Adolfa Erbera. W nocy weszli do mieszkania właściciela młyna. W kuchni zatrzymali ludzi na muszce i zażądali wydania pieniędzy. Zapytali, kto z obecnych jest sołtysem, Erber sięga do tylnej kieszeni spodni. Wtedy Sterczewski oddaje trzy strzały i sołtys upadł na podłogę, nie żył. Napastnicy przeszukali mieszkanie, żona Erbera oddała bandytom 5.000, od pozostałych zbierają jeszcze 1.700 złotych. Sterczewski który strzelał do Erbera, przeszukuje go i zabiera z tylnej kieszeni pistolet kal. 7,65.
Nie było mowy o zatrzymaniu bandytów przez sąsiadów, gdyż sprawcy bezwzględnie posłużyli się bronią. Niemcy zareagowali błyskawicznie, jeszcze tej samej nocy, na podstawie rysopisów osobowych wciągnięto w krąg podejrzanych trzech sprawców. O popełnienie przestępstwa podejrzewano również Romana Dybałę, ale okazało się, że trzecim sprawcą był Feliks Pielesiek. Mimo wszczętych natychmiast szeroko zakrojonych poszukiwań nie udało się ująć sprawców i przyjęto, że zbiegli oni na teren Rzeszy przez Zieloną Granicę.
Erber mieszkał w Białkowicach od 1936 r. i od listopada 1939 r był wójtem. Ogólna opinia Polaków o nim była dobra, raczej nie angażował się w politykę, był przychylny miejscowym Polakom, pomagał w miarę możliwości. Dawał w małych ilościach za zboże, mąkę, choć nie był młynarzem tylko właścicielem młyna.
Już w niedzielę 18 maja ok. godz. 12-tej do zabudowań wójta Niemcy zwieźli z okolic 90 osób, jak sami twierdzili podejrzanych i zaczęły się od razu przesłuchania w wójtowskiej stodole.
Zeznania świadka Jana Burdy:
„W roku 1941 mieszkałem w Białkowicach koło Moszczenicy. Sąsiadem moim był Niemiec ob. Polski Adolf Erber, który zamieszkał w Białkowicach jeszcze przed rokiem 1939. Zabudowania nasze sąsiadowały ze sobą. Na drugi dzień po zabójstwie do Białkowic zajechała żandarmeria z Piotrkowa Tryb. i Tomaszowa Maz. oraz szereg cywilnych Niemców – przypuszczam, że to byli pracownicy Gestapo, ale w większości to miejscowi Niemcy z sąsiednich wiosek. W związku z zabójstwem żandarmeria rozpoczęła zatrzymywanie ludzi, których przywożono do Białkowic z pobliskich miejscowości z Moszczenicy, Srocka, Podolina, Bud Szyneckich, Szynczyc, Biskupiej Woli i Czarnocina. Zatrzymywanych traktowano jako zakładników. Z Białkowic zatrzymano mnie, Kazimierza Formę, Józefa Kazimierczaka i kilku innych osób, większości zwolniono po stawiennictwie wdowy Erberowej. Z Moszczenicy przywieziono między innymi Kacperka / imienia nie znam /, Stanisława Kowalczyka i Kuchtę / imienia nie znam. W toku przesłuchiwań Niemcy bili te osoby. Byłem bity przez żandarmów oraz 2-ch cywili, nazwisk tych osób nie znam. Zeznania były protokółowane. Ja ich nie podpisywałem. Niemcy nie żądali podpisów od nikogo. Liczba osób zatrzymanych w tym dniu była bardzo duża – jaka tego podać nie jestem w stanie. Zatrzymanych część wywożono samochodami w stronę Piotrkowa. Sam widziałem wyjazd 4-ch, 5-u aut ciężarowych z ludźmi, którzy mieli powiązane ręce. Niektórzy z nich, np. wyżej wspomniany Forma, posiadali na rękach kajdanki. Słyszałem następnie od mieszkańców Białkowic, że ludzi wywożonych samochodami rozstrzelano. Wywozu wraz z innymi uniknąłem tylko dlatego, gdyż w jednym z samochodów ciężarowych nie było dla mnie miejsca i z komórki, w której siedziałem udało mi się wydostać przez okienko i uciec”.
Ok. 60 osób zostało zabranych do więzienia w Piotrkowie. Niektórzy zostali wywiezieni do obozu Auschwitz i już nie wrócili, najmniejsza grupa została wykupiona z nakazem pracy do Niemiec. Te trzy osoby które znamy z imienia i nazwiska zostały podejrzane o kontakty ze sprawcami napadu. Byli to: Kazimierz Forma, został rozstrzelany 20 maja 1941 r., Józef Kaźmierczak, osadzony w obozie koncentracyjnym Auschwitz 30 czerwca 1941 r., zamordowany 15 sierpnia 1941 r. oraz Stanisław Kowalczyk, zamordowany 20 listopada 1941 r w Auschwitz.
Z więzienia piotrkowskiego Niemcy wyznaczyli 23 osoby, które zostały rozstrzelane 20 maja 1941 r. w Lesie Moszczenickim. Mamy relację świadka, który widział ciężarówkę a na niej ludzi w zakrwawionych koszulach.
Zeznania z 1972 r. Józefa Andrychiewicza, rocznik 1927:
„W okresie okupacji zamieszkiwałem przy rodzicach we wsi Raków Kolonia. 1941 r. daty dokładnie już nie pamiętam, pasłem owce w pobliżu szosy prowadzącej z Piotrkowa do Moszczenicy. Była wtedy godzina około 21-ej. Nie było ciemno, lecz już szarawo. W pewnym momencie zauważyłem, że od strony Piotrkowa w kierunku Moszczenicy jedzie na motocyklu żołnierz niemiecki. Kiedy mnie zauważył zatrzymał motocykl i krzyknął do mnie „raus” pokazując ręką, że mam uciekać z pola. Przegnałem owce na drugą stronę szosy w kierunku mojego domu. W tym czasie, żołnierz na motocyklu odjechał w kierunku Moszczenicy. Zaraz po tym usłyszałem odgłos zbliżającego się samochodu od strony Piotrkowa. Znajdowałem się w odległości około 20 m od szosy, gdy samochód ten nadjechał. Był to samochód ciężarowy posiadający tzw. budę z plandeki. Gdy samochód przejechał zauważyłem, iż był on załadowany ludźmi, bowiem plandeka z tyłu nie była zasunięta. Widziałem, że w tyle samochodu siedzieli żołnierze niemieccy w płaszczach i hełmach z karabinami. Pozostałe osoby w samochodzie były ubrane w ubrania cywilne. Po przejeździe tego samochodu zagnałem owce do domu i poszedłem spać. Około godz. 2-3 w nocy obudziły mnie odgłosy strzałów. Były to odgłosy strzałów z broni maszynowej / serie / dochodzące od strony Moszczenicy”.
W dniu 26 maja 1941 r. posterunek policji w Moszczenicy powiadomił telefonicznie Policję Kryminalną czyli „Kripo” w Piotrkowie, że w gospodarstwie rolnika Lorensa w Rękoraju przebywa narzeczona Sterczewskiego. Około godziny 15.00 tego samego dnia pułkownik SS Bruno Dittmann w towarzystwie kilku innych żandarmów udał się do zagrody, aby aresztować kobietę i dowiedzieć się od niej, gdzie przebywa bandyta. Jej nie zastał w domu, ale był sam Sterczewski, który ukrył się na strychu. Gdy zobaczył, że został wykryty, wystrzelił ze strychu do stojącego przed domem Dittmanna. Kula trafiła Dittmanna w głowę i spowodowała jego śmierć. Pomimo natychmiastowego wysłania dużej liczby funkcjonariuszy policji, Sterczewskiemu udało się zbiec.
Lorens Antoni, syn Karola i Marianny Krakowiak, ur. 1883 r w Rękoraju, rolnik, został rozstrzelany 30 maja 1941 r. w Piotrkowie.
Lorens Marianna, ur. 1886, rolniczka, została rozstrzelana 30 maja 1941 r. w Piotrkowie.
Dzieci Stefania i Wojciech rocz. 1933, musiały przyglądać się aresztowaniu. Trauma Wojciecha pozostała aż do dorosłego życia, nie pozwalał synom bawić się w wojnę. (opowiadanie syna Zdzisława)
Piłat Józefa, córka ojca NN i Anieli Lorenc, ur. 1907 r w Rękoraju, rolniczka, wdowa, zabita 26 maja 1941 r. w Rękoraju o godz. 16.00 przez żandarmów podczas ucieczki. Kiedy żandarmi niemieccy okrążyli dom, próbowała ucieczki z dzieckiem i została zastrzelona; dziecko ocalało.
W trakcie szeroko zakrojonej obławy aresztowano 13 osób podejrzanych o kontakty z bandytami lub ukrywanie ich i pomaganie im. W szczególności byli to krewni i znajomi sprawców napadów. Byli to:
1.) Marcin Sterczewski, ur. 1885 r w Czarnocinie, osadzony w obozie koncentracyjnym Auschwitz 30 czerwca 1941 r., nr obozowy 17664
2.) Józef Sterczewski, ur. 28 czerwca 1916 r w Czarnocinie, osadzony w obozie koncentracyjnym Auschwitz w dniu 30 czerwca 1941 r., nr obozowy 17665, zamordowany 14 sierpnia 1941 r.
3.) Wicenty Pielesiek, ur. 3 lipca 1884 r w Budach Szynczyckich, osadzony w obozie koncentracyjnym Auschwitz w dniu 30 czerwca 1941 r., nr obozowy 17666, zamordowany 2 sierpnia 1941 r.
4.) Stanisław Kacperek, ur. 25 lipca 1906 r w Woli Moszczenickiej, osadzony w obozie koncentracyjnym Auschwitz w dniu 30 czerwca 1941 r., nr obozowy 17667, zamordowany w Auschwitz
5.) Antoni Kuchta, syn …?, ur. 9 września 1900 r w Srocku, zamieszkały w Moszczenicy, osadzony w KL Auschwitz 30 czerwca 1941 r., nr obozowy: 17668, zamordowany 20 października 1941 r w Auschwitz.
6.) Franciszek Wawszczyk, syn Franciszka i Katarzyny Kupy, ur. 12 września 1906 r w Podolinie, osadzony w KL Auschwitz w dniu 30 czerwca 1941 r., nr obozowy: 17669, data śmierci: 17 sierpień 1941 r w Auschwitz,
7.) Stefan Wawszczyk, syn Franciszka i Katarzyny Kupy, ur. 3 września 1910 r w Podolinie, osadzony w KL Auschwitz 30 czerwca 1941 r., nr obozowy: 17670, data śmierci: 4 sierpnia 1941 r w Auschwitz,
8.) Antoni Traczyk, syn Jana i Marianny Niedzielskiej, ur. 6 lutego 1897 r w Rękoraju, osadzony w obozie koncentracyjnym w Auschwitz 30 czerwca 1941 r., nr osadzonego: 17671, zamordowany: 22 grudnia 1941 r w Auschwitz.
9.) Piotr Zając, syn …?, ur. 31 stycznia 1906 r w Gościmowicach, osadzony w KL Auschwitz 30 czerwca 1941 r., nr obozowy: 17676, zamordowany 19 marca 1942 r.
10.) Jan Caban, ur. 23 marca 1920 r w Czarnocinie, osadzony w KL Auschwitz 30 czerwca 1941 r., nr obozowy: 17677,
11.) Franciszek Dutkiewicz, ur. 29 czerwca 1901 r w Sierosławiu, osadzony w KL Auschwitz 30 czerwca 1941 r., nr obozowy: 17690, zamordowany 1 sierpnia 1941 r.
12.) Józefa Dutkiewicz, ur. 15 września 1900 r w Sierosławiu, przebywa w więzieniu w Piotrkowie, uwięziona w obozie koncentracyjnym na Majdanku, nr obozowy: 33373, inf. dodatkowe: po wojnie staraniem Szweckiego Czerwonego Krzyża trafiła do Szwecji.
13.) Marianna Papiewska, przebywa w więzieniu w Piotrkowie. Z rozkazu Gestapo miała być przewieziona do KL. Prawdopodobnie została zamordowana w katowni więziennej.
W dniu 6 czerwca 1941 r. posterunek żandarmerii w Czarnocinie został poinformowany, że w nieczynnej gorzelni we wsi Szynczyce widziano trzech uzbrojonych bandytów. W pościgu, który został natychmiast podjęty przez duży kontyngent polskich umundurowanych policjantów dowodzonych przez kilku żandarmów. Podczas gdy przywódca gangu Antoni Sterczewski został zabity po wymianie ognia, jego dwaj wspólnicy Józef Caban i Feliks Pielesiek zdołali ponownie uciec. (inf. z raportu policji w Czarnocinie)
Kim byli ludzie rozstrzelani 20 maja 1941r.?
Mamy relacje świadków, jednym z nich był Józef Zając, który był w więzieniu felczerem i on zrobił listę wszystkich wywiezionych z więzienia w dniu 20 maja 1941r. i przekazywał ją członkom rodzin pomordowanych. W tych zabitych był jego syn 17 letni Ryszard Zając i jeszcze młodszy 16 letni nierozpoznany młodzieniec, którym Niemcy przed zabójstwem założyli czarne opaski na oczy.
Dnia 20 maja 1941 roku, w odwet za zabójstwo wójta gminy Bogusławice, Niemca A. Erbera
przez ustalonego sprawcę, zostało rozstrzelanych w masowej egzekucji w lesie koło Moszczenicy 23 zakładników, zabranych z więzienia w Piotrkowie Trybunalskim, spośród których ustaliłem następujące nazwiska:
1. Chojnacki Henryk – cmentarz PT
2. Chojnacki Kazimierza
3. Forma Kazimierza – cmentarz PT
4. Kacperek Stanisław?
5. Klimczak Franciszek – cmentarz PT
6. Komar Mieczysław
7. Kopczyński Witold – cmentarz PT
8. Kowalczyk Stanisław?
9. Kraszewski Zygmunt – cmentarz PT
10. Kraś Stefan – cmentarz PT
11. Krzciuk Jan Ludwik
12. Kubas Piotr
13. Lang Jerzy Aleksander
14. Lewin Henryk
15. Mosiński Kazimierz – cmentarz PT
16. Morawski Antoni Stefan – cmentarz PT
17. Piasecki Marian – cmentarz PT
18. Podmunicki Eugeniusz Marian – cmentarz PT
19. Ryszka Władysław
20. Skwarkowski Władysław
21. Szewczyk Stanisław
22. Zając Ryszard – cmentarz PT
23. nazwisko nieustalone, wiek lat 16
Kim byli zamordowani. Przytoczę jeszcze inne relacje świadków: Jerzy Lang, urzędnik,
Zeznania Kazimiery Mosińskiej: „Mój mąż był listonoszem, został aresztowany 7 maja 1941 r. i osadzony w więzieniu piotrkowskim. Dnia 20 maja 1941 r wieczorem przyszedł do mojego mieszkania mój znajomy Józef Zając i oświadczył, że w tymże dniu Niemcy przewieźli samochodem z więzienia piotrkowskiego grupę więźniów w nieznanym kierunku. W grupie więźniów miał być mój mąż i jego syn”.
Zeznania świadka Jana Formy: „Do mego domu przyszedł jeden z mieszkańców Gazomii narodowości niemieckiej nazywany „Johan” razem z dwoma żandarmami i zabrali mego brata Kazimierza. Było to w maju 1941 roku, tego samego dnia, jak zabito Erbera / była to niedziela /. Już we wtorek dowiedziałem się, że mój brat został rozstrzelany w moszczenickim lesie”.
Zeznania świadka Jerzego Zająca: „W końcu miesiąca kwietnia 1941 r. w godzinach południowych do mieszkania naszego przybyło dwóch Niemców. Jeden z nich był ubrany w mundur koloru zielonkawego, na klapach munduru insygnia SS, a na czapce trupią czaszkę. Drugi był w ubraniu cywilnym, posiadał skórzany płaszcz. Ten drugi mówił płynnie po polsku i podał, że jest z gestapo. Brata Ryszarda ci Niemcy zabrali ze sobą”.
Zeznania świadka Stanisławy Klimczak: „W czasie okupacji zamieszkiwałam wraz z mężem Franciszkiem Klimczakiem we wsi Raków. Mąż z zawodu był ślusarzem i pracował w Zarządzie Drogowym w Piotrkowie Trybunalskim. W dniu 18 kwietnia 1941 r. około godziny 10-tej, mąż wówczas był chory i leżał w łóżku. Do mieszkania naszego weszło 4-ch mężczyzn umundurowanych w szarozielone mundury. Ponadto był też z nimi syn wójta z Poniatowa o nazwisku Gizela. Funkcjonariusz mówiący po polsku, kazał mężowi wstać i ubrać się, co też mąż uczynił, a następnie założył mężowi na ręce kajdanki i wyprowadzili go na drogę. Od mieszkańca wsi Raków, Antoniego Bogusza dowiedziałam się, że mówił mu wójt Poniatowa,- Teodor Gizela, iż mąż mój nie żyje”.
Egzekucja, zarządzona przez placówkę policji bezpieczeństwa z Radomia, została przeprowadzona przez policjantów z 2 i 3 kompanii 310 batalionu policji, stojącego w Piotrkowie Trybunalskim i Tomaszowie.
Poszukiwania grobu zaczęły się w styczniu 1945r., ale nie przynosiły żadnego efektu. Oczywiście były przesłanki, że zostali rozstrzelani koło Moszczenicy, ale nikt nie znał miejsca, nikt nie wiedział gdzie. Wtedy przypomniano sobie o leśniczym z majątku Enderowskiego, ale okazało się, że go nie ma. Prokuratura, która prowadziła śledztwo w tej sprawie wysłała list gończy za Błaszczykiem. Troszkę w dziwnych okolicznościach leśniczy się odnalazł i twierdził, że zna miejsce rozstrzelania bo sam miał być rozstrzelany, ale uciekł podczas egzekucji. Ekshumacja nastąpiła w kwietniu 1945r., przy bardzo utrudnionych warunkach atmosferycznych. Z grobu z 1941 r. zostali wszyscy zabrani, 14 trafiło na Nowy cmentarz w Piotrkowie.
W Polsce w latach 70-tych Główna Komisja do Zbadania Zbrodni Hitlerowskich nadal prowadzi śledztwo w sprawie ukarania winnych. Przedmiotem śledztwa było rozstrzelanie 23 (20) Polaków w lesie niedaleko Moszczenicy, przez członków kompanii 3. batalionu policyjnego 310, w odwecie za zamordowanie przywódcy społeczności niemieckiej nazwiskiem Erber. Prokuratura Sądu Specjalnego w Piotrkowie odnajduje oryginalny dokument, który teraz znajduje się w Archiwum Państwowym w Łodzi. (PSS sygn. 2038 k. 38). Brzmi on następująco:
Rozkaz. (Rozmowa telefoniczna z Radomia przez Hauptschf, Ebenrechta)
Z rozkazu dowódcy, urząd polowy Piotrków ma być poinformowany o następujących sprawach:
Po pierwsze. Sturmbannführer Wandel i Sturmbannführer Dorpowski będą w Piotrkowie jutro rano (27 maja 1941) o godz. 8.00 w celu uzyskania dalszych instrukcji dotyczących Untersturmfahrera SS Dittmanna. Po 2. 100 osób ma zostać rozstrzelanych na rozkaz dowódcy Policji Bezpieczeństwa i SD Kraków. Rozstrzelanie ma nastąpić w następujący sposób: 50 mężczyzn mieszkańców wsi Rękoraj (miejsce zbrodni) ma być aresztowanych dzisiaj, najpóźniej jutro rano, w asyście policji bezpieczeństwa. Pozostałych 50 przestępców przebywających w areszcie śledczym w Piotrkowie należy wyselekcjonować i spisać po konsultacji z dr Rotherem z Piotrkowa. Jeśli dr Rother nie jest do tego upoważniony, należy go poprosić o uzyskanie upoważnienia od Urzędu Sprawiedliwości w Krakowie. Następnie należy spisać wszystkie 100 osób w 5 egzemplarzach. Podpisano oraz pieczątka nieczytelna.
Centrala w Dortmundzie prowadziła od 1968 r. sprawy funkcjonariuszy Batalionu Policyjnego 310, które toczyły się przed Sądami RFN przeciwko dziesięciu żandarmom z 2 kompanii. Wszystkie sprawy przeciwko tym zbrodniarzom niemieckim zostały umorzone w latach 1970-1977. Umorzono też sprawę radomskiego posterunku ochrony i funkcjonariuszy policji 2 kompanii 310 batalionu policji.
16 listopada 1983 r. następuje przesłuchanie świadka Józefa Böhle.
Pytanie: „Jaką wiedzę posiadasz na temat zbrodni wojennych i zbrodni przeciw ludzkości popełnionych przez Batalion Policji 310?”
Odpowiedź: „W Piotrkowie w Polsce z miejscowego więzienia wyprowadzono zakładników, a następnie rozstrzelano w lesie. W sumie było 98 obywateli Polski. Rozstrzelanie tych 98 obywateli Polski odbyło się w 2 etapach. Najpierw rozstrzelano jednego dnia 20 obywateli, a w ciągu jednego lub dwóch dni rozstrzelano kolejnych 78 obywateli Polski. Wśród nich 78 była jedna kobieta. Rozlokowano tu 3. pluton, aby zapewnić bariery wewnętrzne i zewnętrzne. Strzelaniny przeprowadzili członkowie 1 i 2 plutonu wraz z dowódcami swoich grup i plutonów z 3 kompanii. Wśród strzelców byli przywódcy grupy Kelm i Müller. Akcją tą dowodził starszy sierżant Dettmann. W plutonie egzekucyjnym znaleźli się także Kelm, Hübner, Krüger i kilku innych z plutonu. Dettmann stał przy dole i nadzorował strzelaninę. Kelm też tam był. Ale tym, którzy nie od razu umarli lub którzy ze strachu wskoczyli do dołu, strzelali w kark. O ile pamiętam, akcja ta miała miejsce na początku wiosny 1941 roku. Strzelanina odbywała się w grupach”.
Pierwsza egzekucja rzeczywiście miała miejsce. W dzienniku wojennym Batalionu Policji 310 (s. 195) zanotowano: „W ramach odpokutowania za zamordowanego 18 maja 1941 r. burmistrza etnicznie niemieckiego, dokonano egzekucji 20 Polaków”. W tym celu przy kompanii powołano komendę w sile 2 oficerów i 37 sierżantów. Strzelanina odbyła się bardzo szybko”. Przypis pokazuje, że była to 3 kompania.
Druga egzekucja 78 Polaków (w tym jednej kobiety), opisana przez świadka Böhle, jest także odnotowana w dzienniku wojennym, który stwierdza co następuje: „Wczesnym rankiem oddział 3 kompanii, wzmocniony oddziałem specjalnym 2 kompanii w sile 1/35, przeprowadził egzekucję 78 przestępców (w tym jednej kobiety). Egzekucji dokonano jako odpokutowanie za morderstwo SS-Untersturmführera Dettmanna”.
Czas zbrodni zapisano na 30 maja 1941 r., miejscem Piotrków.
Prokuratura Niemiecka prowadzi postępowanie jedynie z rozstrzelania 20 Polaków 20 maja 1941 r. W związku z rozstrzelaniem 78 Polaków w dniu 30 maja 1941 r. prokuratura w Niemczech wszczęła śledztwo w zakresie, w jakim uczestniczyli w nim członkowie 2 kompanii. Postępowanie umorzono, gdyż strzelanina nie została zakwalifikowana jako morderstwo, ale jako zabójstwo, w związku z czym przestępstwo uległo przedawnieniu. W międzyczasie zmarł dowódca 2 kompanii, były porucznik policji Saur.
Spośród członków Batalionu Policji 310 za oskarżonych uważam: Byłego dowódcę batalionu, majora Policji (Kosmidera) Koschmiedera. W chwili popełnienia przestępstwa szefem 3 kompanii był porucznik Policji Gehrke. Część uczestników strzelaniny wymienionych przez świadka Böhle to: Dettmann, Krüger, Kelm, Müller, Hübner i Pöhls.
Ponieważ egzekucji z pewnością nie zarządził samodzielnie dowódca batalionu ani nawet dowódca kompanii, jako oskarżone powinno uwzględnić się wyższe władze. Jest to nawet udokumentowane w rozstrzelaniu 78 Polaków 30 maja 1941 r. Sumując za 2 Niemców rozstrzelano 120 Polaków ale tylko 1 Polak był odpowiedzialny za zabójstwa.
Moszczenica, dn. 15 września 2024
Zreferował: Andrzej Nitek