Święty Gaj – miejsce duchowych doznań.
Potrzeba oddawania czci siłom wyższym jest starsza od zwyczaju stawiania bogom okazałych świątyń. Nim dawni Słowianie nauczyli stawiać chramy i konciny, czynności kultowych dokonywali w specjalnie wydzielonych obszarach leśnych, tzw. świętych gajach. Święte gaje były miejscami magicznymi, w których było można przybliżyć się do bóstw, duchów przodków bądź też po prostu sił natury. Czasem święte gaje poświęcano konkretnym bóstwom, czasem też pełniły one funkcję łączącą ludzi z duchami zmarłych przodków. Istnienie tego typu miejsc świadczy jednak przede wszystkim o niezwykłym poszanowaniu przyrody, która w ten sposób w wielu kulturach została wyniesiona aż do rangi sacrum.
Położenie geograficzne Gajkowic oraz zasobność pozwalają przyjąć bez większego ryzyka, że wokół porastały gęste lasy liściaste. Co prawda dziś można spotkać tu tylko krzaki, nadrzeczne olchy, ale ongiś bez wątpienia rosły tu potężne dęby, buki, jesiony i inne. Obszar był lesisty. Jeszcze przekazy z XIII w. mówią o tym, że zachodnia część kasztelani wolborskiej była obszarem łowieckim, obfitującym w zwierzynę, zatem leśnym, dzikim. Takie nazwy miejscowe jak Psary [hodowla psów łowieckich] Dąbrowa czy Gajkowice mogą wskazywać na charakter tego obszaru. Zresztą ta ostatnia nazwa rzeczywiście mogła nawiązywać do świętego gaju, który zazwyczaj znajdował się przy miejscu kultowym. Zatem jeśli było to grodzisko miejscem świętym, tak i gaj musiał być takowym. Obraz tego miejsca oraz nauka leśna pozwalają na rekonstrukcję lub przynajmniej na ogólne wyobrażenia takiego lasu. Jak już wyżej zaznaczono, chodziłoby o gaj liściasty, głównie dębowo-bukowy. W świętym gaju lub w jego pobliżu była woda, z czego nie należy wyciągać wniosku, że musiał znajdować się on na terenie bagiennym. W każdym razie owe drzewa rosły na dość żyznym miejscu i – jak należy sądzić – były dużych rozmiarów, by mogły wydawać dużą ilość nasion. Zasadniczo starodrzewy łączył z sobą funkcję przewidywania, zdobywania wiedzy o naturze – funkcję nad wyraz istotną w religii dawnych Słowian. Właśnie o wiele bardziej buk niż dąb odznacza się 2/3-letnimi cyklami obfitego owocowania i ilością owoców których przemawia bóg.
Bliższym współczesności obrazem charakteryzującym święty gaj jest literacki opis Stefana Żeromskiego; ten miał znajdować się wśród lasu jodłowego na Górze Radgostowej:
Aż oto we dwie strony odchyli się zwarty jodłowy bór i ukaże się widnia polany. A na polanie buki niezmierne, buki głuche, buki piorunowe kępą samotną królują. Głowy ich zawżdy we mgłach. Ramiona konarów krzyżują się pomiędzy sobą. Z dala tu płyną podróżne chmury nocować na widłach konarów, owijać się o wielkie śniaty. Z gałęzi buków rozchodzą się i zstępują w różne strony na garbatą i płaską ziemię dzikie, srebrnosiwe pawęże gradowe , senne kądziele dżdżu. Tam się w stalowych gałęziach hodują czerwone wstęgi piorunu.
[S. Żeromski: Powieść o Udałym Walterze, głowa 3].
Zazwyczaj święty gaj znajdował się w miejscu odsłoniętym – na polanie, tworząc na niej niejako wyspę leśną. Nigdy nie tworzył jakiegoś kompleksu leśnego z jednej strony i z drugiej dużego zwarcia, co pozwalało na wytworzenie rozłożystych koron. Wyjątkowość buka, była zauważona już przez dawnych Słowian, w czasach w których człowiek o wiele bardziej był związany ze środowiskiem leśnym i od niego zależnym, dlatego też starał się je zgłębić na swój sposób. Jawnym dowodem popularności buka są bardzo liczne nazwy miejscowe czy miejscowości: Buk, Bukowiec. Użycie słowa buk w niektórych z tych nazw dowodzi jego pradawnej metryki oraz powszechności, na terenach jego naturalnego występowania. Dawni Słowianie, wg wielu znawców ich historii, byli ludem praktycznym, dlatego bardzo sobie cenili takie gatunki drzew, które przynosiły im wymierne korzyści. Bukowina dawała wartościowy produkt spożywczy, i to w dużych ilościach, który także przyciągał zwierzynę leśną, nie mniej cenną: dziki czy wiewiórki. Co ciekawe, w średniowieczu futerka wiewiórek były pożądanym towarem, sprzedawanym na targach. Zapewne również zajadano się mięsem tych zwierząt, choć pewnych przekazów na ten temat brak. Rangę tego gatunku w życiu dawnych Słowian znacznie podnosiło samo drewno, było wykorzystywane w kowalstwie. jest bardzo kaloryczne i nadaje się do przetwarzania żelaza. Poprzeczny przekrój drewna wyraźnie wykazuje jasne promienie, kojarzone z tymi słonecznymi. W wymiarze symboliczno-religijnym owe promienie były wyrazem niebiańskiego ognia zawartego w drewnie, stąd zresztą jego żar w czasie spalania. Zapewne było wykorzystywane w kremacji zwłok, mającej na celu zjednoczenie duszy zmarłego z bogiem.
Buk wykazuje szczególne właściwości w stosunku do wyładowań atmosferycznych. Ze względu na jego gładką korę niejako nie poddaje się uderzeniom piorunów. Jeśli jednak zostanie już rażony błyskiem, to ten „ślizga się” po nim, nie pozostawia żadnych uszkodzeń i śladów na pniu. Dzieje się tak szczególnie wówczas, gdy wyładowaniom towarzyszy deszcz, który po spływającej korze buka stanowi doskonały odgromnik. Takie zjawisko musiało być dawnym Słowianom znane. Zupełnie inaczej zachowują się drzewa takie jak dąb czy jesion, na których piorun pozostawia znaczące ślady. Kora zaś mogła otrzymać naznaczenie wykonane już ludzką ręką w postaci znaków. Właśnie buk stał się prawdopodobnie pierwszym materiałem, na którym Słowianie zapisywali znaki i litery, stąd bukъwa.
Na marginesie: wprawdzie słowa bóg i buk mają różne etymologie i też różne zapisy, to jednak fonetycznie brzmią identycznie, szczególnie jest to widoczne w języku Drzewian, archaicznej formie języka słowiańskiego: bögъ – bökъ. Dla dawnych niepiśmiennych ludzi były te formy tożsame. Ten fakt stwarzał dodatkową motywację dla wyrażenia szacunku temu gatunkowi.
Pośrednią pomocą przy identyfikowaniu słowiańskich świętych gajów są kurhany – charakterystyczne drewniano-kamienne kopce, w których znajdowały się komory grobowe z pochówkiem, zazwyczaj ciałopalnym. Skoro święty gaj był miejscem, gdzie oddawało się cześć zmarłym przodkom, to z pewnością to właśnie w nim składane były ludzkie szczątki. Niestety, wiele kurhanów nie przetrwało do dziś. Wszystko przez to, że obszary po świętych gajach w wielu przypadkach stały się z czasem przestrzeniami wykorzystywanymi gospodarczo. Gdzieniegdzie można jednak odnaleźć pozostałości po kurhanach, przez co można domniemywać, że taki zalesiony obszar pełnił dawniej funkcje sakralne.
Etymologicznie wyraz gaj możemy łączyć z takimi czasownikami jak grodzić i goić. Ten pierwszy związek należałoby właśnie kojarzyć z wspomnianym przejściem granicy między sferami profanum a sacrum. Związek gaju z gojeniem łączy się bezpośrednio z odnawianiem, ożywianiem na nowo – należy wszakże pamiętać, że było to miejsce nie tylko święte, ale też magiczne, przez co wierzono w to, że przebywanie w gaju sprzyja leczeniu wszelkich ran, zarówno tych zewnętrznych, jak i wewnętrznych.
W Gajach nie składano ofiar, choć dla przebywających tu zwierząt mogły dawać ostatnie miejsce spoczynku. O zwierzętach pisał S. Żeromski tak:
Swarog rozwiązał ich żyły, a piękne kłęby i lśniące łopatki w zwłoki gnijące zamienił. Lel Polel obmył czystymi wodami z chmur na bukach osiadłych kości białe, krew struchlałą, a ciało zgniłe połączył z ziemią i niewidzialnymi drogami poniósł do głębokich korzeni bukowych. Świst-Poświst osuszył, co się ostało, i prochem życie rodzącym rozniósł po puszczy, a rozdał kwiatom i mchom, drzewom.
W świętym gaju spoczynek znajdowali tylko najwybitniejsi mężowie, natomiast w gozdzie już wszyscy pozostali wyznania rodzimego. Zupełnie tą samą logiką kierował się kościół chrześcijański.
Pomimo upadku na naszych ziemiach kultu świętych gajów, powinniśmy pamiętać o dobrym zwyczaju okazywania poszanowania siłom natury. Nikt nam dziś przecież nie broni iść samemu do lasu, po to by osobiście, zapomnieć choć na chwilę o cywilizacyjnym zgiełku i upływającym czasie. Nie można wszakże zaprzeczyć temu, że leśne gęstwiny wciąż sprzyjają zamyśleniu i duchowym przeżyciom. Dawni Słowianie doskonale zdawali sobie z tego sprawę, więc nic nie stoi na przeszkodzie temu, byśmy sami korzystali z ich wiedzy.
Święte Gaje – opisy
W literaturze przedmiotu mówi się zasadniczo o gajach dębowych. Ten najlepiej opisany znajdował się we słowiańskiej Wagrii. Ale znane też były gaje bukowe, taki gaj znajdował się w pobliżu Strzały na wyspie Rugii. W pobliżu Strzały znajduje się święty gaj, który zwie się Böku. Zbieżność nazwy buka bierze się stąd, że ta nazwa ma wspólny korzeń gotycki. Kroniki mówią też o gaju bukowo-dębowym w słowiańskim Głomaczowie. Według podania ludowego w miejscowości Mierzyn istniała pogańska świątynia, na miejscu której wybudowano drewniany kościół wzmiankowany już w Kronikach Długosza. Pogańską świątynię z X lub początku XI wieku, czyli za czasów już chrześcijańskich, odkryli archeolodzy w wsi Grabek k/ Bełchatowa. Budowla o średnicy ok. 10 metrów powstała na niewielkim pagórku. Zbudowano ją z drewnianych pali wbitych w rów wypełniony ludzkimi szczątkami. Byli to prawdopodobnie jeńcy. Ten fakt świadczy najdobitniej o pogańskim charakterze świątyni. W pobliżu znajduje się około 40 stanowisk ciałopalnych ze szczątkami szkieletów. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że pagórek był kurhanem, jakich wiele na naszej ziemi, a na nim powstała słowiańska świątynia.
Handel
Historycy średniowiecza i archeolodzy od dawna głowią się nad tym, skąd pierwsi władcy dynastii Piastów czerpali środki na pokrycie kosztów funkcjonowania nowo powstałej organizacji terytorialnej. Według jednej z hipotez władcy dynastii Piastów, a później i sam Mieszko oraz jego syn Bolesław trudnili się na znaczną skalę handlem ludźmi, branymi w niewolę podczas podbojów okolicznych ziem słowiańskich.
Czy możemy w naszej okolicy zjawisko takie potwierdzić. Przyjrzyjmy się osadzie Wolbórz choć nie mamy pisemnego potwierdzenia to jednak sam Wolbórz poszczycić się może pradawną historią. Jako osada targowa został wymieniony w dokumentach już w XI wieku!. Jest bardzo duże prawdopodobieństwo że targowisko istniało już o wiele wcześniej i mogło się zajmować w dużej mierze handlem ludźmi. Osada leżała na skrzyżowaniu traktów handlowych z Mazowsza do Małopolski i z Litwy do Wielkopolski. Bardzo wcześnie, bo w 1273 r., osada otrzymała prawa miejskie. Z tego zestawienia można wnioskować że targowisko niewolników mogło funkcjonować przed i za czasów Mieszkowych. Dopiero latach 1123-1125 kasztelania wolborska za sprawą Bolesława Krzywoustego zostaje przekazana nowo utworzonemu biskupstwu włocławskiemu.
Nie zachowały się „cenniki” obowiązujące na wczesnośredniowiecznych słowiańskich targowiskach, ale niektórzy historycy próbowali je „układać” na podstawie danych porównawczych. Według jednego z takich obliczeń w XI wieku silny mężczyzna kosztował około 300 gramów srebra, a ceny dziewcząt zaczynały się od 200 gramów, przy czym za urodziwe niewolnice płacono znacznie więcej. Dla porównania: świnia warta była 30 gramów srebra, wół 100.
Były też typowo osady kupieckie, miejsce takie zostało opisane przez anglosaskiego podróżnika Wulfstana, który dotarł tam ok. 890. Dokładne położenie Truso było przez długi czas nieznane, dopiero archeolog dr Marek Jagodziński rozpoznał osadę w latach 80. Odkrycia doktora dowiodły, że Truso stanowiło część systemu handlowego i wykorzystywało lokalizację pomiędzy plemionami słowiańskimi a morzem. Obraz archeologiczny osady jawi się jako duży port handlowy, z osadą rzemieślniczą i kupiecką. Częścią produkcji rzemieślniczej stanowiła produkcja z poroży i kości zwierząt – w szczególności grzebieni. Rozmiary Truso były porównywalne do największych ówczesnych nadbałtyckich osad portowych, takich jak Talin, czy Wolin. Stanowiło zatem najważniejsze centrum handlu dalekosiężnego. Na terenie osady odkryto liczne przedmioty wytworzone na przykład w Nadrenii, Bizancjum, Kordobie oraz dużą ilość monet arabskich.
Do kiedy w Polsce korzystano z niewolników, skoro jeszcze dwunastowieczne zapisy wymieniają ich w darowiznach władców. Zjawisko niewolnictwa stopniowo zanikało wraz z przemianami gospodarczo-społecznymi w XII i XIII wieku, kiedy w Polsce, zaczął panować feudalizm w swej dojrzałej formie. Wtedy wolna ludność wiejska została podporządkowana szlachetnie urodzonym, przekształcając się w warstwę chłopską. „Wcielono” do niej także tych niewolników, których przodków osadzono niegdyś na roli w ramach „gospodarki państwowej”. Wprawdzie teraz zyskali teoretyczną wolność, ale niewiele mogli z nią zrobić – podobnie jak miejscowi chłopi stali się ludnością zależną od swych panów. Po prostu stali się niewolnikami.
Najstarszy ślad osadnictwa w Gminie Moszczenica
W latach 1924 – 25 i 1948 – 50 obiekt objęty został badaniami Państwowego Muzeum Archeologicznego w Warszawie i Łodzi.
W latach 1967 – 71 archeologiczne badania wykopaliskowe prowadziła Aldona Chmielowska z Muzeum Archeologicznego i Etnograficznego w Łodzi. W ich trakcie wykonano 7 wykopów, które objęły powierzchnię ponad 400 m2.
Najstarszym śladem osadnictwa na terenie Gminy Moszczenica jest grodzisko w miejscowości Rękoraj datowane na IX w. Można tam dojechać od Gościmowic drogą polną na południe, z końca Gajkowic na północ lub z Rękoraja Parceli na wschód. Leży ono w bagnistej dolinie na lewym brzegu rzeki Moszczanki (niewielkiego, bezimiennego dopływu Moszczanki). Grodzisko zajmuje ok. 0,66 ha powierzchni i jest założeniem dwuczłonowym. Człon pierwszy ma formę pierścienia o średnicy ok. 50 m, z wysokim na ok. 5 m wałem otaczającym majdan w formie niewielkiej, mierzącej 0,24 ha kotlinki. Człon drugi przylega do pierścienia od północnego-zachodu, a jego zasięg wyznacza wał odcinkowy. Obiekt użytkowany w dwu fazach, w okresie od końca IX w. do XI lub połowy XII wieku. Starsza wiązana jest z okresem opolskim [plemiennym], zaś młodsza z okresem państwowym mieszkowym. Mimo stosunkowo niewielkich rozmiarów gród był silnie ufortyfikowany. Dostępu do niego broniły bagniste łąki, a od strony wysoczyzny wał drewniano-ziemny wysokości około 5 metrów oraz dwie głębokie fosy. Dziedziniec wewnętrzny czyli majdan wybrukowany był kamieniami. Na majdanie odkryto szczątki drewnianego budynku. Gród został spalony tuż po powstaniu, miało to związek z walkami związanymi z ekspansją na te tereny Mieszka. Stanowił jednak ważny element sieci osadniczej na ziemi polan i szybko został odbudowany. W czasie badań wykopaliskowych odkryto niewiele zabytków, głównie fragmenty naczyń glinianych i szczątki przedmiotów żelaznych. Gdy ponownie został odbudowany nie pełnił już funkcji wojskowej. W połowie XII w. gród rękorajski przestał pełnić swoje funkcje.
Z taką teorią zgodzić się nie mogę ponieważ:
W latach 2013-2016 przeprowadzono nieinwazyjne badania otoczenia obiektu, w ich ramach archeologiczne badania powierzchniowe, badania geofizyczne, a także wykonano analizę Numerycznych Modeli Terenu sporządzonych na podstawie pomiarów LiDAR oraz analizą zdjęć lotniczych. W efekcie udało się określić zasięg osady, położonej na zachód od wałów obiektu, która współistniała z grodem w okresie między X a XII wiekiem.
Podsumowanie:
Można więc przyjąć z dużą dozą prawdopodobieństwa, że w IX w. i w 1 połowie X w. gród w Rękoraju mógł być grodem opolnym na tym obszarze. Sprawa zaczyna komplikować się przy próbie wyjaśnienia roli i charakteru tego obiektu w okresie opolskim i wczesnopaństwowym. W końcu archeolożka konstatuje, że są podstawy do uznania grodziska w dzisiejszym Rękoraju za pierwotną siedzibę kasztelana wolborskiego. Z kolei tę hipotezę badaczka wysnuła z braku pozostałości grodziska w Wolborzy z owego czasu. Z powyższego wynikałoby, że grodzisko przynajmniej w najstarszym okresie jego istnienia miało charakter wyraźnie obronny. Lecz A. Chmielowska w swoim komunikacie nie przedłożyła dostatecznych dowodów na to, by uznać to grodzisko za obronne. Podeszła do zagadnienia z góry przyjętą hipotezą o obronnym jego charakterze. Wykopaliska, głównie ceramika, metalowy przedmiot, mało liczne kości zwierząt oraz reszki spalonego drewna raczej nie potwierdzają zasiedlenia tego miejsca, tym mniej siedzibę kasztelanii. Z góry powiązał ten obiekt z kształtowaniem się Wolborza jako konkurencyjnego ośrodka zasiedleńczego. Badaczka nie rozważyła innych możliwych zadań tego obiektu, choćby kultowych (obrzedowych) wyznawców religii przedchrześcijańskiej, co być może było poniekąd uwarunkowane ideologią socjalizmu, wszechobecną w nauce.
Co do samego grodziska należałoby zauważyć:
1. Jego położenie w pewnej odległości od wszelkich osiedli tamtego czasu jako zwyczajowy przejaw tworzenia miejsc kultu rodzimego.
2. Jego nader mały rozmiar (ten wyznaczony przez wał), pozwalający jedynie na odbywanie rytuałów w małym gronie.
3. Wyznaczenie granicy miejsca kultu wałem (ośrodek radogoski, ale też na Ślęży) 4. Występowanie na obszarze kultowym jakiegoś obiektu, choćby dla przetrzymywania wieszczego konia czy też może małego chramu (małej świątyni).
5. Występowanie kości zwierząt, mogących pełnić ofiary.
6. Bliskość występowania wody bieżącej mającej znaczenie kultowe.
7. Położenie miejsca wśród lasu liściastego.
Ponadto należy jeszcze podnieść przekonania religijne panujące w tamtym czasie. Czas przełomu tysiąclecia charakteryzował się ciągle żywą wiarą naturalną. Poświadczenia:
Prowadzenie targu (w Wolborzu), na którym prowadzono handel ludźmi. Przekazanie kasztelanii wolborskiej biskupom, których misją było krzewienie religii chrześcijańskiej, a tworzono je tam, gdzie kult rodzimowierców szerzył się najsilniej.
Występowanie pogrzebniska (cmentarza) pogańskiego w pobliskich Psarach. Zatem istotniejszy wpływ myśli chrześcijańskiej w Wolborzu i okolicach mógł zaistnieć dopiero na przełomie XII i XIII w., ale należy mieć na uwadze najazdy pogańskie, które nie tylko spustoszyły miasto, lecz krwawo rozprawiały się z miejscowa ludnością, częściowo przywracając wiarę rodzimą.
Zatem ta była ciągle żywa jeszcze dłuższy czas. A ponieważ ludy odznaczały się bogobojnością, potrzebowały własnych miejsc kultu. Takie miejsca powstawały w zaciszu, z dala od szlaków drogowych, w głębokich lasach, na trudno dostępnych obszarach, poza osiedlami ludzkim. Przebycie znaczniejszej drogi do takiego miejsca (np. z Wolborza, nota bene Wolbórz nie mógł mieć takiego miejsca, gdyż po prostu znajdował się na szlaku komunikacyjnym i był miejscem targowym) miało również swoje przeznaczenie: służyło oczyszczeniu ducha nabożnika. Droga prowadząca do tego miejsca nie była jakimś wygodnym szlakiem. Zazwyczaj przebiegała przez tereny gęsto porośnięte lasem, wymagające od piechura pewnego wysiłku cielesnego. Takie pątnikowanie nie było chlebem powszednim, było dokonywane jedynie okolicznościowo, zatem taka wędrówka mogła być nawet kilkudniowa. W końcu należało zanieść bogom dary, wieczorem przy ognisku złożyć ofiarę, wysłuchać wróżb itd. Oczywiście mogli również przybywać tu pątnicy z bliżej położonych siedlisk. Woda zawsze była uważana za niezwykły płyn. Służyła obrzędom kultycznym, przepowiedniom, leczeniu. Rozróżniano wodę żywą i stojącą [pomijam tu wodę ognistą]. Moszczanka oczywiście była wodą żywą, płynącą, wartką i czystą. Nie możemy pominąć w pobliżu Łaknarza i Żeromina źródeł (wody żywej), które zachowało się w legendach jako źródło wody leczniczej, oczyszczającej.
Gajkowice, dn. 2 kwietnia 2019
Opracował: Andrzej Nitek