Ludzie znani i mniej znani z gminy Będków

7. Irena Matczak

Irena Matczak urodziła się 22 września 1923 roku w Łodzi, w rodzinie robotniczej, pełnej marzeń i nadziei na lepszą przyszłość. Jej dziecięce lata upływały wśród szumu ulic i gwaru fabryk, lecz serce Ireny biło także dla rodzinnego Będkowa, skąd pochodziła jej mama. To tam, w malowniczym miasteczku, spędzała wakacje, chłonąc atmosferę spokojnego życia i bliskości natury. To właśnie tam poznała Ludwika Jędrzejczyka, syna młynarza, którego od pierwszego spojrzenia obdarzyła głębokim uczuciem. Ich młodzieńcza miłość była pełna nadziei i marzeń. Gdy wybuchła wojna, życie Ireny diametralnie się zmieniło. Okupacja niemiecka w Łodzi, codzienne ciężary i lęk o przyszłość sprawiły, że jej serce coraz bardziej biło dla walki o wolność. Dołącza do Narodowych Sił Zbrojnych, gdzie jako odważna łączniczka przewoziła ulotki, narażając życie w imię wolnej Polski. Jednak warunki życia stały się nie do zniesienia, w rodzinie pojawił się niedostatek, musiała opuścić rodzinne strony i przenieść się do Generalnej Guberni, gdzie los szykował dla niej nowe wyzwania. Rodzina młynarza, Jana Jędrzejczyka, wyciągnęła do niej pomocną dłoń, przyjmując ją pod swój dach jako narzeczoną ich syna. W tym czasie Ludwik został zmuszony do wyjazdu do Niemiec na przymusową pracę. Została sama, choć otoczona troskliwą opieką gospodarstwa, wykonując podstawowe obowiązki. Jednak w sercu jej tliła się nadzieja na powrót do ukochanej Polski i Ludwika. Niestety, w Będkowie pojawił się cień, to granatowy policjant Stanisław Wójcik, człowiek, o którym mieszkańcy mówili z niechęcią, że wysługuje się okupantom. W sierpniu 1943 roku podstępem zwabił Irenę na posterunek policji, twierdząc, że potrzebuje jej z powodu rzekomego napadu na młyn Jędrzejczyka. Zaufanie zostało wykorzystane, a ona sama, z troską i niepewnością, udała się na miejsce, by złożyć zeznania. To był jej tragiczny błąd, podstępny policjant zatrzymał ją, aresztując i wywożąc na niemiecki posterunek żandarmerii w Koluszkach. Tam, w brutalnym więzieniu w Tomaszowie, rozpoczęła się jej koszmarna odyseja. Gestapowcy, bezwzględni i bezlitośni, stosowali tortury, próbując wydobyć zeznania o rzekomym powiązaniu z nielegalnymi organizacjami. Ich brutalność nie znała granic, a cierpienie, które zadano Irenie, było niewyobrażalne. Wśród fałszywych dowodów znaleziono list, napisany przez Ludwika, w rzeczywistości będący jedynie wyrazem głębokiej miłości i tęsknoty za ukochaną. Choć list ten nie miał żadnego związku z organizacjami konspiracyjnymi, został znaleziony u mężczyzny, którego podejrzewano o powiązania politycznie, co w warunkach totalitarnej okupacji oznaczało wyrok śmierci lub obozową śmierć. Po ponad miesiącu brutalnych przesłuchań, które wyczerpały jej ciało i ducha, Irena została skazana na zesłanie do Auschwitz, piekła na ziemi. Numer obozowy 55012, który jej przypisano, stał się jej nowym imieniem, symbolem jej cierpienia i niezłomnej walki o przetrwanie. Dnia 21 grudnia 1943 roku los się dopełnił. Rodzina otrzymała tragiczne wieści, że Irena Matczak zmarła. W taki sposób, jej życie przerwała okrutna maszyna wojny. Dziś, stojąc nad jej grobem na będkowskim cmentarzu, można poczuć głęboką ciszę i zadumę. Jednak w rzeczywistości nie ma tam jej ciała, jej prochy rozsypano na oświęcimskich polach, symbolu bestialstwa i bezmiaru ludzkiego cierpienia.

Pamięć o Irene Matczak powinna trwać, jako symbol odwagi, miłości i niezłomnego ducha. Jej historia przypomina nam o cenie wolności i o tym, jak wielki jest koszt walki o nią. Niech jej los będzie dla nas nauczką, a jej imię niech zawsze przypomina o bohaterstwie tych, którzy oddali wszystko, byśmy mogli żyć w wolnym kraju.

Regionalista: Andrzej Nitek

andrzejnitek@poczta.onet.pl tel. 509028616

Gajkowice, dnia 12 lipca 2025 roku