Pątnikowanie

Ruch pątnikowy do obrazu NMP Będkowskiej w parafii moszczenickiej

Zamysł postępowania:

A. Sprawy będkowskie

B. Sprawy moszczenickie

1. Wydarzenia będkowskie roku 1770 a sytuacja Kościoła w Moszczenicy

Ponieważ zapisane cuda odebrane przez mieszkańców ziemi moszczenickiej, o których poniżej, zostały zapisane w latach nieco późniejszych, można wnosić, że świadomość cudownego działania NMP Będkowskiej pojawiła się w Moszczenicy dopiero po ogłoszeniu obrazu cudownym. Wszak miejscowy proboszcz był zobowiązany do ogłoszenia obrazu będkowskiego cudownym w swoim kościele i jak sam zapewniał zwierzchność, miał zamiar to uczynić 9 VIII. Czy to uczynił? Trudność jawi się w tym, czy w tym czasie Moszczenica miała swoją świątynię. Jeśli nie, to zapewne niedługo po tych wydarzeniach już takowa była. Zatem czy może spóźnione ogłoszenie z ambony nastąpiło? W zeznaniach świadków i osób cudów doznających nie ma mowy o tym, by miejscowy proboszcz rozgłaszał w kościele cudowne działania NMP Będkowskiej. Co więcej zapisane zeznania świadków moszczenickich w żadnym miejscu nie przenoszą doznanego cudu w 1770 r. czy w czas sprzed tej doby. Można zatem przyjąć, że przed ogłoszeniem obrazu cudownym moszczeniczanie nie pątnikowali do Będkowa, przynajmniej nie do obrazu NMP. W każdym razie już w 1771 r. jest mowa o cudownym uzdrowieniu w Moszczenicy. W jednym zeznań wyraźnie podaje się, że wiadomość o cudownym obrazie została przekazana pocztą pantoflową, od osoby postronnej. Jest też całkiem możliwe, że i w pozostałych przypadkach wystąpił takiż przekaz o obrazie, tzn. bez udziału kościoła czy miejscowego księdza. W takim razie należałoby zadać sobie pytanie o stosunek proboszcza do cudownego obrazu. Ks. Marcin Chlewicki wprawdzie troszczył się o miejscową parafię, lecz był tylko jej kuratorem (opiekunem) tzn. interim, czasowo. Trudno zatem spekulować, jak bardzo i jak długo angażował się w rozgłaszanie cudowności obrazu będkowskiego. Na pewno dla proboszcza moszczenickiego (czyli księdza ustanowionego na urzędzie) rozgłaszanie cudowności obrazu w pozamiejscowej parafii nie było okolicznością sprzyjającą. Wprawdzie z kościelno-praktycznego punktu spojrzenia cuda w kościele pogłębiały wiarę ludu, to jednak wiązały go tym samym z pozamiejscowym kościołem, a to nie było już zjawiskiem pożądanym. W każdym razie czy to ksiądz M. Chlewicki, czy może już inny opiekun bądź proboszcz moszczenicki, ustanowiony niedługo po tych wydarzeniach, nie odegrał istotnej roli w propagowaniu cudowności obrazu. Ludzie miejscowi dowiadywali się o cudownym działaniu obrazu, udając się osobiście do Będkowa bądź od ludzi tam już będących. Jedno jest pewne, że w 1771 r. wiadomość o tym obrazie była już dość powszechna w okolicy.

2. Znaczenie tych cudów

Wiek XVIII charakteryzował się ciągle jeszcze panującym marazmem gospodarczym, szczególnie w środkowej Polsce. Lud był ciągle nękany różnymi plagami, w tym też chorobami zakaźnymi zwanymi morami i innymi. Lekarzy na wsiach, a nawet w mniejszych miasteczkach nie było, zresztą poziom medycyny także nie mógł być zadowalający. Ludzie najczęściej nie posiadali odpowiednich zasobów, by móc się odpowiednio lekować, choć w zeznaniach jest także mowa o podejmowaniu działań leczniczych. Zatem ci, których było stać na lekarza (piotrkowskiego?) w pierwszym rzędzie podejmowali próby leczenia za jego poradą. Lecz te nie zawsze okazywały się skuteczne. Gdy wszystkie sposoby naturalne zawodziły, wówczas poszukiwano cudownych, tzn. nadnaturalnych sposobów uzdrawiania. Natomiast ci, którzy z góry nie mieli możliwości medycznego zaopatrzenia, bezpośrednio kierowali się na drogę nadnaturalną. Zresztą ta aż tak wiele nie kosztowała, w wielu przypadkach wystarczyło skierowanie modlitwy z intencją do NMP Będkowskiej, by otrzymać łaską uzdrowienia. Niekiedy nawet nie zachodziła potrzeba udawania się przed obraz, by być wysłuchanym. Ale nierzadko byli tacy, którzy podejmowali trud przemarszu do Będkowa, zresztą na pewno nie żałowali tego, nawet jeśli ich intencja nie została wysłuchana, gdyż kościół będkowski słynął z wyjątkowej urody, choć właśnie w tym czasie wymagał pilnych napraw i nawet jedno jego skrzydło było zamknięte. Można też sądzić, że w niektórych przypadkach dopiero wielokrotne pątnikowania do Będkowa przynosiły oczekiwany wynik.

W motywach pątnikowania do Będkowa może nie należałoby upatrywać li tylko interesowności, pomocy w nieszczęściu, jakie dotknęło pątnika lub osobę mu bliską.

Pomoc ze strony NMP Będkowskiej nie dotyczyła wyłącznie przypadków chorobowych, nie dotyczyła wyłącznie ludzi. Z opisów jakie znamy, niekiedy trudno dociec, o jakie schorzenia mogło się rozchodzić. Ich rozpoznanie jednak nie jest tu rzeczą najważniejsza. Zresztą opisy tych jednostek chorobowych też są niekiedy niedokładne. Poza tym księga zeznań opisuje przypadki naprawianych kradzieży, uzdrawiania zwierząt. Były przy tym opisywane sposoby czy techniki przebłagania i okoliczności uzdrawiania czy naprawiania szkody.

3. Cuda dokonane na mieszkańcach parafii Moszczenica – 5 przykładów

W księgach parafialnych będkowskich zapisano ponad 200 cudownych zdarzeń, z których ponad 100 zebrano na dowód uznania cudowności obrazu (tj. oblicza NMP wyrażonego w obrazie). Zeznający pochodzili z dość różnorodnych stron, zdecydowana większość wywodziła się spoza parafii Będków. Zatem środowisko parafii moszczenickiej było jednym z wielu, które mogło cieszyć łaską płynącą z obrazu będkowskiego.

Oto przykłady łaskawych doznań przez środowisko moszczenickie:

[1] Pozwana sławetna Jadwiga Kaczmarka z Moszczenicy tejże parafii, lat mająca 35, spowiadała się dziś dnia 5 maja, przysięgła y zeznała. Córka moja imieniem Maryanna, rok mająca piąty, tak nagle zachorowała w roku teraźniejszym 1771, że zaraz w kilku dniach siłę, zmysły i mowę straciła, sposobu żadnego nie znajdując do ratowania, udałem się tu do najśw. Maryi Panny i ofiarowałem ją, która zaraz po ofiarowaniu tejże godziny, gdyby ze snu obudziwszy się patrzeć, mówić poczena i zdrowsza beła.

Pozwany pracowity Franciszek Krawczyk z tejże wsi y parafii, lat mający 37, spowiadał się dziś dnia 5 maja, przysiągł i zeznał. Tak długo chorowała ta dziewczyna nie wiem, a że już beła zaniemowiła, to prawda, i to wiem, że tegoż samego dnia, jak tu beła ofiarowana do Będkowa, zaraz ozdrowiała.

[2] Pozwana pracowita Małgorzata Jakubcowa z Kosowa parafii moszczenickiej, lat mająca przeszło 40, spowiedała się w niedzielę świąteczną, przysięgła i zeznała. Córka moja Wiktoria ogłuchła beła w tym roku, iż wcale nic a nic przez pół roku nie słyszała, a gdy sąsiedzi powiedali, że w Będkowie jest Nayśw. Marya Panna bardzo pocieszna i cudowna, ofiarowałam ją, modliłam się i prosiłam, ażeby się zmiłowała nad nią, aż zaraz tegoż samego dnia pocieszyła ją, tak jak przedtem znowu słyszał doskonale i dotąd słyszy.

Pozwana pracowita Wiktoria Jakubcowna, lat mająca 25, spowiedała się we wtorek świąteczny, przysięgła i zeznała. Tegem był głucha przez całe pół roku, że chociaż najteżej kto wołał na mnie, nic nie słyszałam; dopiero gdy mnie tu do Nayśw. Matki ofiarowała matka, zaraz tego dnia słyszałam i odtąd słyszę tak dobrze, jak przedtym, i już tu bełam pieszo, dziękując Najświetnej Maryi Pannie, że mnie uzdrowiła, a teraz po drugi raz psysłam.

[3] Pozwany pracowity Wojciech Kucharczyk ze wsi i parafii moszczeńskiej, lat mający 50, spowiedał się dziś 16 lipca, przysiągł i zeznał. W roku teraźniejszym 1771 w nodze lewej wielkie łupania, darcia bez przestannie przez niedziel dwie cierpiałem tak, że ani stąpić nie mogłem z ciężkich boleści, śmierci sobie życzyłem, bo mi nic, co tylko kto okładał, nie pomagało; sąsiedzi niktorzy mowili mi, ażebym poprzestał Strona lekow, a ofiarował się do Nayświętszej Maryi Panny Będkowskiej, co jak prędko uczyniłem, zaraz tegoż samego czasu jak by mi ręką odiął, wszystkie boleści ustały, i chodzić począłem.

Pozwana pracowita Maryanna, żona ut supra Kucharzykowa [tj. Kucharczykowa], maiąca lata więcei iak 40, spowiedała się w dzień ś(więtego) Antoniego, przysięgła y zeznała. Co mi tylko kto powiedział, tom robiła okładaiąc y smaruiąc, ale to wszystkoieszcze gorzey było; mowili mu sąsiedzi, ażeby był cierpliwy a ofiarował się tu do Będkowa do cudowney Nayśw. Matki; począł się modlić gorąco ofiaruiąc się, co u ia uczyniłam y zaraz tego samego dnia nie okładaiąc niczym ani smaruiąc, boleści nie czuł y chodził.

[4] Pozwany pracowity Woyciech Pryc z Gościmowic parafij srockiey, lat maiący 56, spowiedał się po Trzech Królach w niedzielę drugą, przysiągł i zeznał. W roku przeszły 1771, niedziel temu osiem, jadąc z Krakowa z solą, koń mi słabieć począł, na ostatek upadł na drodze w wozie, wyciągnąwszy się jak zdychający i leżał więcej jak dwie godziny, trząs się wszystek, gdyby Lis; będący w kompani ze mną, ratowali, ile mogli, dźwigali i podnosili, ale stanąć nie mogł, i odjechali mnie, tak żem się tylko sam jeden został, płakać pocołem serdecznie i wołać: Nayświętsza Matko Będkowska, zmiłuj się nade mną, ratuj mnie; a w tym koń sam się podniosł, którego bez żadnego popasienia zaprzągłem, zaraz jechałem półtory mile ciągiem i z tamtąd szczęśliwie osiem mil drogi do domu przyjechałem.

Pozwana Barbara, żona lat maiąca 48, spowidała się tego dnia, przysięgała y zeznała. Od tych samych sąsiadow, którzy wraz iechali z mężem, słyszałam, że konia zdychaiącego widząc, odiechali od niego, co mąż toż samo przyiechawszy powiedał, dopiero gdy z płaczem wołał tu do Nayśw. Matki Będkowskiey o ratunek, koń wstał y zdrowym przyiechał do domu.

[5] Pozwana pracowita Magdalene Młynarczanka, lat 25 maiąca, parafij moszczenickiey, spowiedała się w poniedziałek świąteczny, przysięgła y wyznała. Rok teraz dochodzi, iakem poczęła kaliczyć na lewą nogę, zrobiła się nayprzod krotsza, iątrząca, potym puchlina, daley rany trzy wielkie, psie w nich włosy, ciało około ran co raz bardziey gniło, goić się niechciało, ani się co przydać cokolwiek praykładana, z bolu ciężkiego narzekałem płacząc; rzekli [mi] ludzie: Rok niemal dochodzi iak kaliczych y nic ci się nie poprawia, uday się do Nayśw. Matki Będkowskiey, kasz się tam zawieść, a uznasz, że cię pocieszy; prosiłam zaraz Nayśw. Matki, ażeby się nademną zmiłowała, a choćby na czworgu, mowiłam, czołgać się będę tu do Będkowa, y od tego czasu tegoż dnia boleści nie czułam, puchlina schodzić poczęła i do nazajutrz wcale zginęła, rany się goić poczęły, chociaż żadnych lekow ani maśći jak przedtym nie przykładałam; pamiętać zaś nie mogę, jak w wielu dniach dosyć to wyznaję, że w prętce jak się tu ofiarowałam do Nayświętszej Matki, rany się pogoiły, ani się odnowiły, zdrowam jest zupełnie.

Struktura tych zeznań jest dość przejrzysta: zeznanie osoby dotyczącej, po czym jednego świadka; oba zeznania pod przysięgą, zatem wydają się rzeczywiście wiarygodne.

Wśród tych opisów chorób występują takie jak: utrata zmysłów, mowy, słuchu, bóle (nogi), kaliczenie czy jakaś infekcja; jest też przypadek uzdrowienia zwierzęcia; ogólnie mówiąc dość typowe przypadki schorzeń, choć brak w nich opisów bardzo częstych chorób związanych z porodami i niemocą dzieci i niezdolnością do posiadania dzieci.

Uzdrowienia następowały poprzez ofiarowanie się NMP, tj. modlitwę z intencją na odległość bądź bezpośrednio we właściwym kościele.

Dotyczyły one osób chłopskich, zatem zasadniczo biednych, choć jest też mowa o lekowaniu (przykładaniu maści). Jednak co do tego lekowania nie ma pewności, czy nie rozchodziło się tu o zwykłe zielarskie znachorstwo, bardzo rozpowszechnione na wsiach. Nie mniej gdy przyszła choroba, którą nawet lekarz nie potrafił uleczyć, to i osoby z wyższych sfer (ekonomowie, szlachetni) nie stronili od ofiarowania się przed obrazem NMP.

4. Ruch pątnikowy

Po 1770 r. wieści o możliwości nadnaturalnego leczenia stały się powszechne w parafii moszczenickiej. Co prawda zeznań z parafii moszczenickiej nie jest zbyt wiele, to jednak nie należy odnosić wrażenia, że takie przypadki były incydentalne. Te zdarzenia oraz dość powszechne poruszenie w związku z cudownością obrazu w samym Będkowie musiały zrobić wrażenie na mieszkańcach parafii, tym bardziej że kościół moszczenicki nie mógł radować się podobnym obrazem. Również jemu pobliskie kościoły nie miały cudownego obrazu. Najbliższy, poza Będkowem, znajdował się w Smardzewicach? (w Piotrkowie nie było?) W takiej sytuacji Kościół moszczenicki nie mógł zakazywać udziału mieszkańców w pątnikowaniach do Będkowa, ale też przynajmniej w pierwszych dekadach po ogłoszeniu obrazu cudownym nie angażował się w prowadzenie jakiś większych gromad do Będkowa. Zresztą wydaje się, że parafia moszczenicka nie była odosobniona w nieangażowanie się w tego rodzaju przedsięwzięcia. O jakiejś zorganizowanej gromadzie pątników do Będkowa w 1771 r. wiadomo tylko z jednego przekazu, a i on nie był pod auspicjami parafii, lecz przeprowadzony przez jankowskiego szlachcica Franciszka Kobyłeckiego. Widać z tego, że okoliczne Kościoły nie brały udziału w pątnikowaniu. Też nie ma przekazów o tym, by w ostatniej ćwierci XVIII i pierwszej połowie XIX wieku tutejsze parafie organizowały pątnikowania na Jasną Górę. Dopiero około 1850 r. miało wyruszyć pątnikowanie do Częstochowy z tych okolic, a kolejne dopiero na początku XX w. (Właśnie to ostatnie swoiście przedstawił Reymont w Chłopach.)

Dodatkowym czynnikiem wstrzymującym ruchy pątnicze do Będkowa był także dość rychły regres entuzjazmu wobec obrazu NMP Będkowskiej, który przypadł na niemal cały XIX w. Powody tego zjawiska są tu drugorzędne, lecz na pewno popadnięcie w niełaskę łaskawej Matki Bożej nie sprzyjało organizowaniu wylotów modlitewnych do Będkowa. Pewne ożywienie kultu NMP Będkowskiej dokonało się na przełomie XIX i XX w. za sprawą prepozyta będkowskiego ks. Alfonsa Trepkowskiego. Od tego czasu na odpust Narodzenia NMP 8. IX znowu zaczęły przybywać kampanie, zazwyczaj kilkunastoosobowe, i wydaje się, że wśród nich były także te z parafii Moszczenica. Pierwsza wojna światowa wstrzymała pątnikowanie, lecz po niej znowu ożyły, również te z Moszczenicy. Trwały one także po II wojnie, a pewnym ich zwieńczeniem był rok 1986, w którym zakończyło się odnowienie obrazu i ponowne umieszczenie go w kościele. Na tej uroczystości na pewno byli też obecni parafianie moszczeniccy.

Trzeba jednak zauważyć, że pątnikowanie do Będkowa nigdy nie było organizowane przez Kościół moszczenicki. Ono było pomysłem oddolnym, w który miejscowy Kościół nie ingerował. A czy go jakoś wspierał?

Wydaje się, że pątnikowanie w XX w. nie miało już charakteru oczekiwania cudu. Ksiądz Trepkowski ożywiając kult NMP, nie kładł nacisku na cielesne znaki cudowności; te miały dokonywać się we wnętrzu człowieka, we wzmacnianiu jego wiary. Z takim też nastawieniem pątnikowano, choć cuda mogły dokonywać się i te namacalne, lecz nie prowadzono już żadnych wywiadów udowadniających cudowne działanie obrazu.

[koniec]

W kościele Farnym w Będkowie znajduje się obraz Najświętszej Panny Maryi z Dzieciątkiem Jezus, od najdawniejszych czasów daleko na okolicę cudami słynący. Ważne światło na jego historię rzuca wizyta generalna ks. Józefa Trzcińskiego, kanonika gnieźnieńskiego w 1717 r. gdzie już jest mowa o cudach uzdrowień przez obraz Maryjny.

W 1738 roku na wikariat do kościoła będkowskiego przybywa 28 letni ks. Szymon Żuchowski, proboszcz w Będkowie w latach 1744-1788, są to jego początki kapłaństwa. Po trzech miesiącach pobytu zapada na febrę i całe pół roku bardziej do trupa niż człowieka jest podobny. Żadne leki z aptek jak i z rożne praktyki ludzkie nic nie pomagały. W swoich wspomnieniach pisze tak:

przyszło mi w tym natchnieniu i myśl taka, abym zażył wina, którym był obraz Najświętszej Maryi Panny obmyty; więc zaraz zaprowadzić się kazałem, bo sam dla słabości wnieść nie mogłem do kaplicy na górę i w samym czasie, ledwo tylko wino wypiłem, wolny zaraz od choroby zostałem.

Dnia 7 września 1756 roku; w ołtarzu kaplicy św. Anny, kosztem orędownika ks. S. Żuchowskiego, okraszona pięknymi malunkami, zostaje umieszczony obraz przyozdobiony tuniką w całości sporządzoną ze srebra, częściowo pozłoconą, poza tym dość licznymi tabliczkami wotywnymi srebrnymi przyozdobiony.

I jeszcze jeden wpis ks. Szymona

W roku 1762 w pierwszy tydzień postu przypadkiem wielce nieszczęśliwym stojąc na stołku, zemsknęły mi się nogi z niego, o który tak ciężko skaliczałem że stałem się kaleką na lewą, że począwszy od cząski kolana aż do samego przygubia cały piszczel ze skory odarty został; opatrywanie felczera i różne plastry żadnego nie tylko nie sprawiały skutku, ale i gojenia się podobieństwa niebyło, lecz co większa w szóstym tygodniu pokazała się gangrena znaczna i zapalenie nogi. Gdym go pytał, co by z tym czynić, sposobu do ratowania nie znajdował. Z zupełną ufnością protekcji Najświętszej Maryi Panny mszą świętą śpiewną przed jej zakupiłem obrazem, zaczołgawszy się o kiju do kaplicy. Nie przyszło do opatrywania rany na południe, dopiero na wieczór odwinąwszy felczer nogę, zawołał w te słowa: Patrz waćpan, co się to dzieje; o cudowna łaska Boga i osobliwsza protekcja Najświętszej Maryi Panny!, żadnego znaku i niebezpieczeństwa już nie masz, jakoż nie tylko zapalenie i gangrena zginęła.

Odtąd znacznie naciągać się i nad rastać poczęła skóra tak dalece, że w kilka dni zagojona rana i bez żadnego bólu i przykrości.

W roku 1770 ks. Szymon Żuchowski zwraca się prośbą do Kurii Łowickiej o rozpoczęcie procesu kanonicznego i uznanie obrazu za cudami słynący.

Dnia 28 czerwca roku pańskiego 1770, Kuria Łowicka sporządziła pismo by przekazać wyróżnionym kościołom polecenie by od 1 sierpnia 1770 r. ogłaszać w kościołach możliwość zgłoszenia się światków.

Już tego samego roku zostaje powołana komisja do zbadania prawdziwości cudów jako prawdziwych. Komisja wyznacza dwie daty 7 i 21 września do przesłuchania świadków. Po spowiedzi, wysłuchaniu mszy świętej i przysiędze na krzyż poprzez położenia prawej dłoni, komisja przesłuchała siedemdziesięciu dziewięciu (79) świadków, zostaje założona „Księga cudów wizerunku NMP w Będkowie” i w niej wszystko zostało zapisane. Po odbyciu i zakończeniu sprawdzania przytaczanych świadków, po ich przywołaniu i zaprzysiężeniu oraz po sporządzeniu opieczętowanego zwoju przeznaczonego do znakomitego oficjum.

Jakob F. Rybiński, kanonik łowicki, komisarz w powyższej sprawie ręką własną podpisał, odcisnął pieczęć.

Joachim Brzostowski, kanonik kijowski, prepozyt wolborski, delegowany komisarz w powyższej sprawie własnoręcznie podpisał, odcisnął pieczęć.

Marcin Chlewicki, opiekun prawny w Moszczenicy, pisarz włączony do powyższej sprawy, własnoręcznie podpisał

Roku pańskiego 1770, dnia 22 października (w poniedziałek) w Łowiczu.

Dla oświeconego, nader szanownego Szymona Żuchowskiego, głównego przełożonego Kościoła parafialnego w Będkowie, wykonawcy naprzeciw wszystkim biorącym udział. Urząd, najpierw w dniach w piątek 7-go, następnie również w piątek 21-go września rb. 1770 przygotowanych i przez czcigodną Kurię obrachunkową obecnego przekazu, z których wyłania się obraz właśnie taki: niezliczone cuda przy nazwanym wizerunku będkowskim Najbłogosławieńszej Panny Maryi zostały dokonane przez wszechmogącego Boga i wiele łask przyznał lud udający się pod opiekę Najbłogosławieńszej Panny Maryi w tymże wizerunku, i wyjawienie tych cudów jako prawdziwych, i tenże obraz N.P.M. w kościele będkowskim głosem ludu zostaje uznany za cudowny, a nadto domagał się, by przychylając się do tychże zeznań złożonych pod przysięgą w tejże sprawie, został wydany ostateczny osąd i w zapisach rozpowszechniony, i by za pośrednictwem ich głosu wyżej wymieniony wizerunek Najbłogosławieńszej Panny Maryi został uznany za cudowny, co zgodnie z prawem zostaje rozstrzygnięte.

Pomimo rozstrzygnięcia sprawy ludzie nadal zgłaszają się do kościoła będkowskiego by składać zeznania o dokonywanych niezwykłych cudach. Dlatego 1770 r. Kuria Łowicka przykazuje proboszczowi będkowskiemu, założyć „Złotą Księgę” by w niej zapisywać zeznania cudów. W latach 1771 – 1775 zostaje zapisanych ponad 100 przesłuchań światków.

Dekret ks. Michała Ciołka Poniatowskiego z dn. 3 kwietnia 1788 r. pozwolił przenieść ks. Józefowi Dąbrowskiemu, proboszczowi będkowskiemu obraz cudami słynący z kaplicy południowej do Wielkiego Ołtarza, który po dzień dzisiejszy tam się znajduje.

28 grudnia 1606 r. w kościele będkowskim powstaje Bractwo Św. Anny

79 zeznań światków w dniu 7 września 1770 r. oraz 21 września 1770 r.

Moszczenica, dn. 1 marca 2020 r.

Opracował: Andrzej Nitek